Homilie

XX Niedziela zwykła

2011-08-14

PANIE DOPOMÓŻ MI!
 
„Jak trwoga, to do Boga”. Tak dzieje się i w naszym życiu. Kiedy przychodzą chwile ekstremalne i nie możemy sobie poradzić z problemami, wtedy zostaje jeszcze Bóg. Wtedy chwytamy się „ostatniej deski ratunku” i prosimy za kobietą kananejską o ratunek. Z tym, że kobieta ta była poganką i stąd Jezus początkowo nie zareagował na jej wołanie, jednak miała wielką wiarę w to, iż Jezus może uwolnić jej córkę od złego ducha. Jednak Jezus przyszedł na ziemię, aby najpierw zatroszczyć się o zbawienie Żydów, „dzieci” Boga i obietnic, zanim zwróci się do pogan, którzy w oczach tych pierwszych byli tylko „psami”. Jezus ze względu na pospolitość tego wyrażenia używa formy zdrobniałej „szczenięta”, aby nie urazić pogan.
 
Kobieta dobrze rozumiała misję Chrystusa i wiedziała, że przy okazji dokonywania cudów przez Jezusa wśród Żydów i ona może uprosić o łaskę dla siebie. Chrystus wyraźnie mówi, że „niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. Kobieta w swojej pokorze odpowiada,: że i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów. To ta wielka wiara kobiety sprawiła, że Jezus spełnił jej prośbę.
 
Czasami wydaje się, że i my podobni jesteśmy do owej kobiety, która nie mogła już na nikogo liczyć, tylko na Jezusa. Na co dzień zachowujemy się jak poganie i żyjemy jak poganie, a kiedy przychodzą trudne chwile przypominamy sobie, że jest jeszcze Jezus, który wszystko może. I wtedy zaczynamy prosić: Panie dopomóż mi!. I nie dziwmy się, że Jezus przejdzie obok nas obojętnie, jakby nie zauważywszy osoby i problemu, gdyż w pierwszej kolejności czekają ci, którzy z głęboką wiarą oczekują na spotkanie z Nim. A w naszym przypadku ta wiara jest okazjonalna, od święta do święta. Jesteśmy przekonani, że to wystarczy, a tak naprawdę żyjemy jak poganie.
 
Wielu chrześcijan zaniedbuje niedzielną Eucharystię, codzienną modlitwę, piątkową wstrzemięźliwość, depcze świętość niedzieli, żyje egoistycznie, a jak przyjdzie czas prób i doświadczeń życiowych przypominamy sobie, że jest Bóg w którego wierzymy. A przecież wiara bez uczynków, nie jest wiarą – martwa jest sama w sobie. To dobrze, jak ktoś za nas się modli, wtedy Bóg patrzy na nas łaskawym okiem jak na ową Ewangeliczną kobietę. Bo to przecież uczniowie prosili Jezusa, aby ją odprawił, bo krzyczy. Oni chcieli, aby spełnił prośbę kobiety i w ten sposób spowodował jej odejście. Gdyby nie ich wstawiennictwo, możliwe, że Jezus poszedłby dalej.
 
Z tego jasno wynika, że każda modlitwa ma sens. Modlitwa za innych, których może nawet nie znamy, szczególnie za grzeszników, którzy oddalili się od Boga. Oczywiście to nie zwalnia nas od tego, abyśmy ciągle wchodzili w głąb wiary i lepiej poznawali Boga, który jest zakochany w swoich uczniach i gotowy jest im nieść pomoc w różnych sytuacjach życiowych.
 
Panie dopomóż mi!
Niech to wołanie nie będzie nam obce, ale nie wtedy, gdy wyczerpiemy swoje możliwości i przypomnimy sobie o Bogu, ale całe życie oprzyjmy o tego, który ma moc uczynić je pięknym, pomimo różnych trudności.
Ks. Jacek Szostakiewicz

Powrót